|
Nie
przynieśliśmy wstydu
Z
Romanem Paluszkiewiczem, stoperem Korony Góra
Kalwaria, rozmawia Tomasz Morycz.
Jak się dziś grało? Początek był trochę nerwowy.
-
Na początku rzeczywiście było trochę
nerwowo. Nie zawsze gra się przecież z
reprezentacją Polski. Ale w miarę upływu
czasu nasza gra wyglądała coraz lepiej.
Aczkolwiek wiadomo, że różnica klas między
IV ligą a reprezentacją jest dość spora.
Zresztą to było widać. Ale myślę, że z
przebiegu meczu, mimo dużej przewagi rywali,
zaprezentowaliśmy się przyzwoicie. Nie
przynieśliśmy wstydu.
Co
powiedział wam trener przed meczem?
-
Powiedział, abyśmy przede wszystkim
skoncentrowali się na grze obronnej, bo to będzie
kluczem do dobrego wyniku. Nie mogliśmy grać otwartej piłki i
pójść z nimi na wymianę ciosów, bo wówczas
przegralibyśmy o wiele wyżej.
Potraktowaliście ten mecz typowo
towarzysko, czy też z maksymalną koncentracją?
- Każdy podszedł do tego
spotkania bardzo poważnie. Taki mecz
mobilizuje i każdy chciał pokazać się z
jak najlepszej strony.
Z reguły sparing-partnerzy
reprezentacji, czy to była II, III czy IV
liga, przegrywali bardzo wysoko. Z Koroną to
się nie udało.
- Podejrzewam, że przed meczem
wielu kibiców stawiało na wysokie zwycięstwo
kadry. Zresztą sami reprezentanci Polski byli
chyba zaskoczeni tym, że wygrali tylko 1:0, a
nie więcej.
Nogi nie zadrżały przed takimi napastnikami jak Żurawski
czy Olisadebe?
- Nie. Za wiele lat gram w piłkę,
żebym zwracał uwagę na takie rzeczy.
W czasie gry nie czuł pan, że
ma obok siebie Artura Wichniarka czy Kamila
Kosowskiego?
- W moim przypadku jest tak, że
jeśli wychodzę na boisko, to zupełnie nie
myślę o tym, że jest to akurat jakiś
reprezentant Polski. Dla mnie za każdym razem
jest to normalny zawodnik, rywal, przeciwko któremu
gram.
Paweł Olczak, zapytany po meczu,
który z piłkarzy zasłużył jego zdaniem
na wyróżnienie, bez wahania powiedział, że
pan. Roman Paluszkiewicz rezegrał kapitalny
mecz, w ostatniej minucie ośmieszając
Marcina Żewłakowa.
- Taka jest rola ostatniego
stopera, żeby w tych decydujących
momentach znaleźć się tam, gdzie powinien.
Co do sytuacji w ostatniej minucie, to po
prostu poszedłem za Żewłakowem, który minął
Marcina Tywonka i w ostatniej chwili uniemożliwił
mu strzał.
Miał pan satysfakcję, kiedy po tej interwencji trybuny
zareagowały burzą oklasków?
- Jest to bardzo miłe. Tym bardziej na takim stadionie jak
Legii i przy tak dużej publiczności.
Z Emilianem Hancem, obrońcą kryjącym Korony Góra
kalwaria, rozmawia Tomasz Morycz.
Jakieś refleksje po meczu?
- Refleksje? Frajda (śmiech). To wielka przyjemność
zagrać z reprezentacją.
Jak się kryło takich zawodników jak Artur Wichniarek czy
Maciej Żurawski? Kilkukrotnie udało się
panu powstrzymać ich akcje.
- Początek był ciężki.
Praktycznie przez pierwsze 15 min. rywale cały
czas atakowali, spychając nas do głębokiej
defensywy. Później, w miarę upływu czasu,
jakoś się to wszystko poukładało. Poza tym
mam satysfakcję, że pilnowanie przeze mnie
napastnicy nie zdobyli bramki.
Nie było tremy?
- Nie. A jeśli była to tylko
przed meczem. W momencie wyjścia na boisko o
wszystkim się zapominało. Grałem tak jak w
IV lidze i traktowałem to w ten sposób, że
gram przede wszystkim dla siebie i dla kibiców.
Nie czułem tego, że gram przeciwko piłkarzowi
Arminii czy Wisły. To jest przecież taki sam
człowiek jak ja. Tyle tylko, że gra w
lepszym klubie i ma większe umiejętności.
Czy był to dla was mecz towarzyski, czy też chcieliście
pokazać, że mimo iż gracie w IV lidze to
nie brakuje wam woli walki?
- Był to dla nas mecz sparingowy, ale nie zabrakło nam
determinacji. Poza tym zagraliśmy dla tych
naszych wspaniałych kibiców, których
przyjechało tu naprawdę dużo. Dzięki nim
przeżyliśmy bardzo miłe chwile.
Macie satysfakcję, że przegraliście tylko 1:0?
- Satysfakcja na pewno jest. Będzie bardzo przyjemnie
przeczytać w prasie czy posłuchać w radio o
tym, że przegraliśmy tylko 1:0 z
reprezentacją Polski.
|